piątek, 22 sierpnia 2014

w drogę

Nie przepadam za pakowaniem, a jeszcze bardziej za wyjmowaniem rzeczy z walizki po powrocie. 
Lubię puste drogi nad ranem i smak kawy ze stacji benzynowej. 
Nie lubię kiedy moja muzyka z radia zbiega się z Jej bajką słyszaną za plecami, korków na Zakopiance i kiedy On śpi w aucie. 
Cudne są poranki na nowym miejscu, planowanie dnia i ta łatwość bycia rodzicem bez domowych obowiązków.

Wywiało nas znowu za siedem gór i rzek parę, do klimatu co to uszy zatyka i słonym serem częstuje. 
Zainspirował kwieciste lale, z warkoczem, w koralach i butach do oberka.
Dał pooddychać wolnością i zimną wodą strumyka ochrzcił kilka razy.













10 komentarzy:

  1. Ależ to wasze podróżowanie jest wzruszające...

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na zdjęcia lalek-góralek :-)
    100 lat w górach nie byłam to chociaż na zdjęciach pooglądam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham podroze blizsze i dalsze...tylko czemu czasem przyziemne rzeczy jak pieniadze trzymaja nas czasem w miejscu??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, chociaż coś niestety mi mówi, że z dziećmi 3+ trzeba mieć już grubszy portfel.

      Usuń
  4. Chciałabym kiedyś sobie z Tobą porozmawiać. Kawa ze stacji benzynowej dla nas dwojga oznacza, że SIĘ PODRÓŻUJE. Coraz częściej mam wrażenie, że w samochodzie w podróży mogłabym spędził całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle wierzę, że się nagadamy :)
      Bo nawet jeśli mamy inne zdanie to bardzo je w Tobie szanuje, a nie zawsze mi się to zdarza :)

      Usuń
  5. Ach i ja do dziś mam w ustach smak zajadanych słonych góralskich serków ;)
    Uwielbiam góry i Was dziewczyny, a najmłodsza latorość jest cudowna ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)