poniedziałek, 24 marca 2014

Szczęściem genetycznie obciążeni.

Podobno już na etapie wybierania Samca myślimy o dobrych genach naszych przyszłych dzieci. Bardzo możliwe, bo pierwszym etapem selekcji jest nasza cielesność.
Kiedy otwiera buzię raz, drugi, trzeci weryfikujemy, czy wybór jest dobry i rozpoczynamy łowy... albo pozornie dajemy się złowić.
Im z metryką dalej w las tym ilość drzew wcale nie rośnie, a wręcz spada... 
Bo stajemy się wybredne..? Bo doświadczenie i zmęczenie materiału narzuca solidną selekcję?
Tego nie wiem ale ciężko mi się nie zgodzić z moim osobistym Guru od spraw damsko-męskich Piotrem C. który głośno mówi, że po trzydziestce ciężko znaleźć faceta.
Ja miałam to szczęście, że swojego znalazłam znacznie wcześniej, a czy upatrywałam w nim ojca moich przyszłych (już obecnych) dzieci? 

Po pierwsze mówisz, że śliczne, po drugie do kogo podobne (wymieniając argumenty "za" i "przeciw"), po trzecie potwierdzasz, że Ci się podoba.
Ot, scenariusz pierwszych odwiedzin dziecka i jego świeżo upieczonych rodziców.

Oczywiście, że marzymy, żeby wzrost miało po mamie, włosy bujne po tacie, zęby mocne po wujku Zenku, co stłukł na ostatniej Wigilii dwa kieliszki.
Jasne jest też to, że myślimy o jego przyszłości, rozwoju i poukładanym, szczęśliwym życiu.

Gdzie jest granica i czy w ogóle istnieje?
Czy już na etapie wyboru partnerka/ partnerki, męża/ żony? ... 
jego/jej genów, zasobów majątkowych, warunków mieszkaniowych, wykształcenia?

Jako Matka chciałabym, żeby moje dzieci były ładne. Ładne dla siebie i dobrego samopoczucia przy patrzeniu w lustro.
Chciałabym zbudować im świat bez barier i dać naprawdę wiele ale żadne geny, podobieństwo lub jego brak nie dadzą im gwarancji szczęścia.

Ilość złotych kart kredytowych, szarych komórek i długich zalotnych rzęs nie sprawi prawnika szczęśliwym, a pogody ducha nie pozbawi kochającej swój fach fryzjerki.

Kim w przyszłości będzie Franciszka i jaka za jakiś miesiąc urodzi się Aniela? 
Nie wiem. 
Do kogo w życiu dorosłym będą podobne?
Pojęcia nie mam.

Wiem natomiast, że są genetycznie obciążone bardzo kochającymi Je rodzicami.











24 komentarze:

  1. Zdystansować się do tego całego "wychowywania" jest chyba najtrudniej. Ja tak mam, że postrzegam to jako moją najważniejszą życiową rolę. Chciałabym żeby miała odwagę sięgać po swoje marzenia, żeby optymizmu w niej była caa masa ale żeby też twardo po ziemi stąpała i nie bała się niczego. Chciałabym poprostu żeby była szczęśliwa... Tylko, że nie ma recepty na szczęście, a instynkt nie raz i nie dwa zawiódł, sił też czasem brak... Strasznie się czasem boję o nią na przyszłość, a to przeciez jej życie będzie. Nie moje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, chyba każdy rodzic może się pod Twoimi słowami podpisać. Chociaż my jeszcze jesteśmy na etapie "małe dziecko, mały kłopot" :)

      Usuń
  2. Podpisuję się pod tym co napisała Magda...ja tak mam, i chyba większość rodziców, że chcemy dzieciom dać wszystko co najlepsze....chcemy czasem przeżyć to życie za nich...a tak się nie da...muszą się sparzyć...muszą pocierpieć żeby docenić szczeście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło Cię zobaczyć mamuśka :D
    Też recepty na szczęście dla dziecka swego nie mam, mocno wierzę, że przekazywane jej wartości i miłość pomogą jej w życiu i stanie się dzięki nim dobrym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ludziom dobrym i umiejącym kochać jest ze sobą najlepiej :)

      Usuń
  4. Matka jaka z Ciebie ciężarówka piekna jest :-)
    Pocisnęłaś na poważnie a ja Ci powiem że chociaż często bez sensu analizuję i się zamartwiam tym co K. czeka w przyszłości to staram się nauczyć ją jednego - życia dniem dzisiejszym! I odwagi! A cykor z niej niesamowity jest :-)
    Bardzo mi Franka młodą Drew Barrymore przypomina :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak nie mogę się doczekać aż wrócę do rozmiarów osobówki :)

      Cykor mówisz? Wiem doskonale o co chodzi ... moja Drew też lubi spanikować ;)

      Usuń
  5. No w koncu!!! Doczekałam się. <3
    Cudne jesteście dziewczyny, boski brzucho ;)
    Ja kiedyś piękne zdanie gdzieś wyczytałam / usłyszałam " bo szczesliwe dzieco to takie które oddycha miłością" i się tego trzymam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie liczmy na niczyje geny i sterty poradników o wychowaniu, a intuicję i miłość... a błędy... kto ich nie popełnia?

      Tak, doczekałam się drugiej strony obiektywu ;)

      Usuń
  6. Jest i Mamusia :) Cudownie wyglądacie :)
    My Mamy już tak mamy, chcemy dla swoich dzieci wszystkiego co najlepsze ! Chyba w tym wszystkim najważniejsze jest zdrowie i miłość, którą je otaczamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wierzę, że z kochanego człowieka nie może wyrosnąć człowiek, który nie kocha.
      Dzięki x2

      Usuń
  7. To dobre obciążenie genetyczne <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też się podpisuję pod tym, co napisała Magda:)
    Ale zastanawiam się nad tymi wyborami... może teraz, po 30 to bym 'mądrzej' wybrała;) Chociaż już zmęczona jestem tymi 'motylami' i 'podrywami'...

    Matka z Kulką i Franką boskie:) Brzucho taki, za jakim sama tęsknię...
    Obciążenie genetyczne idealne!

    Byłyście w Warszawie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! człowiek mądrzeje ale wybierać nie ma w czym ;) ja już chyba za leniwa, żeby zaczynać od początku *ile słodzisz? *jakiej muzyki słuchasz?... poza tym dobrze mi :)
      Jak się bardziej stęsknisz za brzuchem, daj znać, będziemy się wspierać ;)
      A w Warszawie byliśmy, na zdjęciach Żoliborz.

      Usuń
  9. Uważam, że różni ludzie dokonują wyborów w różny sposób. Jeżeli podchodzimy emocjonalnie do życia, mniej zastanawiamy się nad przyszłością, liczy się to, że z partnerem jest nam dobrze tu i teraz. Z kolei osoby bardziej rozważne potrzebują wszystko przemyśleć, nawet ewentualne rodzicielstwo z tym, z kim obecnie się spotykają. Zgadzam się z tym, że z wiekiem stajemy się bardziej wybredne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Zastanawiam się tylko, czy u tych bardziej emocjonalnych (jak ja) działa podświadomość ;)

      Usuń
  10. Mój Franio tez ma taki "garb" w postaci baaardzo kochających rodziców. Wiem ze muszę go czasem wypuścić spod skrzydeł dla jego dobra. Ale łatwe to nie jest. Cudne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne te nasze dzieci garbate... dobrze, że chociaż jesteśmy tego świadome ;)

      Usuń
  11. Otóż to :) Kochający Rodzice, miłość przede wszystkim, masa przytulasów, całusów i bliskości, a i słów "kocham Cię" nigdy za wiele. Kiedy ja zadaję mojemu synkowi pytanie (retoryczne !!!) "Mówiłam Ci już dziś, że bardzo Cię kocham?" (a mówiłam już na pewno) -on z uśmiechem przewraca oczami i mówi " no tsyyyyyyyyyyyyy" (bo teraz wszystko czego jest więcej niż jeden jest trzy) :)))) Uściski piękna mamo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) u nas też "3" na tapecie.
      -Policz do trzech
      - tsi tsi tsi
      :)

      Usuń
  12. Zdecydowanie jak jesteśmy starsze, jesteśmy bardziej wybredne, ponieważ jesteśmy moądrzejsze i bardziej doświadczone.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. Zgadzam się! Starość nie radość ;)

      Usuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)