poniedziałek, 31 marca 2014

Na tapecie


... wypełniacze półek biblioteczkowych to jedna z rzeczy nielicznych na które nie warto oszczędzać. Najpiękniej zdobią mieszkania i dają masę szczęścia podczas przewracania kolejnych stron. 
Ba, wyobraźnię nam odkurzają albo dopiero uczą jak tworzyć swój prywatny, intymny świat.

Prawdę mówiąc sama zaniedbałam niemało czytanie na papierze odkąd Młoda przyszła na świat. Wieczory (jak eF da) przesypiam albo spędzam przeszywając maszynowo paznokcie. 

Pora najwyższa porządnie walnąć się w pierś.

A co u nas na tapecie?



 Mysi domek Sam i Julia Schaapman Karina
Zna większość rodziców. Maleństwa nie docenią szaty graficznej, którą jest drobiazgowo wykonana i sfotografowana makieta przedstawiająca mysi domek. 
Natomiast starszaki i rodzice nie są w stanie napatrzeć się na szczegółowo przedstawione na fotografiach pomieszczenia i postaci z domu myszek. Przygody przyjaciół Sama i Julii opisane są w prosty ale nie nudny sposób, więc założę się, że każdy z nas chciałby chociaż na jeden dzień dołączyć do mieszkańców przytulnego domku zwierzaków.


Kuroniowie przy stole Jakub Kuroń
Przyznaję, że pozycje kulinarne to najczęściej maltretowane przeze mnie księgi. Szukam w nich inspiracji jak zrobić coś z niczego (czyli tego co zalega w lodówce i na półkach) lub co nowego dla nas dwóch mogę położyć na talerz.
Kuba obdarował nas swoim nowym dzieckiem. Połączeniem historii rodzinnych Kuroniów oraz ich tradycji kulinarnych wraz z ciekawymi przepisami, którymi zajadamy się już poprzez fotografie. 
Od dawna śmiem twierdzić, że mam dwa żołądki, osobny na słodycze, więc przy plackach owsianych, czy babcinej szarlotce dostałam ślinotoku.
Jako mamę najbardziej zainteresował mnie przepis na domowy keczup Jacka i krem z buraków, źródło żelaza.
Kubie dziękujemy i zapraszamy do lektury oraz na facebook'owy fp.


Bridget Jones Szalejąc za facetem Helen Fielding
Obok wyprzedaży w księgarni ciężko przejść obojętnie, więc stało się, kupiłam. 
Łatwe, lekkie i przyjemne książki nie są przeważającą częścią w moich zbiorach, a kolejna część opowieści o Bridget wydała mi się idealna na wieczór po dniu pełnym matczynych wyzwań... jak na razie nie zawiodłam się.


Władysław Broniewski dla dzieci, tego samego autora
4,50 zł to cena jaką zapłaciłam za wiersze Broniewskiego uzupełnione piękną grafiką Bohdana Butenko. Widzę, że na postępy w mówieniu u mojej dwulatki duży wpływ ma to co czyta i ogląda. Z tego powodu proste i niedługie rymowanki uzupełnione wymownym obrazkiem są u nas obecnym numerem jeden. 

10 komentarzy:

  1. Ja tez na książkach nie oszczędzam i co miesiąc kilka kupuję, tylko cos ostatnio o sobie zapomniałam ;) chyba pora to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. A widzisz, więc mamy tak nie tylko w kwestiach garderoby. Same schodzimy na dalszy plan :)

      Usuń
  2. Bridget czytałam już bardzo dawno kiedy jeszcze pilnowałam dzieciaków mojej siostry ale pamiętam, że śmiałam się w głos przy kolejnych historiach. U mnie zawsze jakaś książka z zakładką leży obok łóżka ale tempo czytania różne. Teraz coraz mniej, bo ciepło i mały ktoś mnie za nogawkęciągnie bez przerwy żeby już wyjść ;) Mamy też Sama i Julię. Mnie szata graficzna uwiodła w pięć sekund, nawet tekstu nie potrzebowałam żeby się zakochać, a okazało się, że treść też fajna. Torba z Ikei mnie rozłożyła na jednym ze zdjęć w książce i girlanda, zupełnie jak nasza ta od Halinki :) Hania jakoś się nie zakochała w myszach. Czytałayśmy ze trzy razy, a teraz omija. Peppa to jest jednak jej miłośc nr 1, no cóż...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Te szczegóły, których można się dopatrzeć w mysim domku... autorka niesamowicie o to zadbała.
      Nie martw się, u nas w konfrontacji świń z myszami też wygrywają te pierwsze. Czekam więc :)

      Usuń
  3. U nas wieczory podobne;)

    Anielka będzie chyba zasypiać przy turkocie maszyny do szycia.

    Z czytaniem u nas różnie. Jak już mam książke w ręku to... zasypiam;) W podróży ostatnio próbowałam czytać, ale widoki za oknem ciekawe były;)

    Myszek i reszty nie znamy. Ostatnie książkowe zakupy dla Irka o dinozaurach były:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie brakuje podróży pociągiem do szkoły, mogłam nadrobić wtedy czytelnicze zaległości, chociaż wtedy franka miała kilka tygodni, miesięcy, więc porady dla mam były na tapecie ;)

      Męska biblioteczka na pewno się różni, ja od paleontologii z daleka się trzymam, ale chłopcy i dinozaury to podstawa :)

      Przypuszczam, że Anielka już teraz stukot maszyny zna bardzo dobrze ;)

      Usuń
    2. To właśnie miałam na myśli;) Kołysanka najlepsza chyba ;) Znajomy dźwięk.

      Usuń
  4. Kuroniowie przy stole - sama z chęcią bym się zapoznała. Serii o Brigdget Jones jakoś nie lubię, nie mój klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bridżit w ostatniej części jest już panią po sporych przejściach, więc też czytam z uwagą, czy nie dzieje się tam nic na siłę :) A do Kuroniów zerknij, szczerze polecam :)

      Usuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)