środa, 15 stycznia 2014

śniadanie, obiad, kolacja... za dzieckiem biegam

No dobra, moja Frania nie należy do najłatwiejszych przypadków jadkowania. 
Wcale a wcale, nic a nic się nie dziwię, bo matka też jest pod tym względem ciężka... nie od dziś.
Bywały czasy, kiedy każda pobudka okupiona była długim myśleniem, co zje, czy zje i ile dziś obiadów ugotuję.
Mądre matki powiedzą: nic na siłę, nie ma chodzenia za dzieckiem i samolocików, zgłodnieje, przyjdzie, buzie otworzy i zacznie połykać. 
I co? I nie działa, bo apetyt staje się dzięki tej metodzie coraz mniejszy i mniejszy, a dni lecą nieubłaganie, kiedy to w depresji twarz rękami zakrywamy i z sił opadamy.
Zamieszkał zatem pod drzwiami naszymi pies, co ma apetyt wielki jak stado koni (słoni). Pies, który tylko czeka, żeby dokończyć po dziecku moim zupkę jeszcze ciepłą i nadgryzionego kotleta. Zwierze to wygłodniałe na Franke działa jak żadna metoda inna. I mam nadzieję, że miłość do czworonogów Jej nie opuści, bo ponad nią traktuje się pełny brzuszek dziecioszki.
Nie ma zatem lenistw i sztućcowej samoobsługi, kiedy własna zupa stygnie, bo każdy kęs, łyk, każde buzi otwarcie okupione jest paplaniem i oczu zajmowaniem, żeby zmieścić to minimum.
Myślenia co nie miara, bo gotować łatwo i szybko i tak, żeby naszej babskiej dwójce/ trójce dogodzić to nie jest ścieżka z górki ale biorąc pod uwagę, że to mama kształtuje pierwsze gusta kulinarne dziecka swego w brzuchu i przy piersi, mamy wspólne, na skróty, kulinarne upodobania.

Poniżej coś dla wielozmysłowych matek, przyszłych matek, dzieci, jadków i niejadków i każdego.


*uwielbiam celebrować śniadania... a że jadamy też oczami:




 *jogurt po swojsku (natura, dżem + ziarenka)




* bo Ona musli uwielbia i ziarenka pod każdą postacią








27 komentarzy:

  1. A nie myślałam o BLW, żeby chociaż spróbować? My długo mieliśmy z Polą problem. Zaskoczyła w żłobku i teraz nawet w domu zjada wiele. Ale jedna jest uwaga- dla nas to jest wiele, a dla innych mam pewnie to by było nic. No cóż, we mnie jest spokój i wiara, że Polka się najada- o nic nie walczę i nie biegam za nią. Ma rzuty- przez cały tydzień zje tylko zupę, albo tylko bułki mleczne, ale wierze, że na swój sposób wie, co robi i na razie to działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł posta jest przewrotny :) Paradoksem jest to, że ja chyba stosuję się do zasad blw poza tym, że głównie ufam własnej intuicji. Moje dziecko bowiem wobec zasad blw najada się butelką kaszki dziennie, nasz lekarz twierdzi, że potrzebuje 5 małych posiłków, a ja poza tą kaszką siadam z Nią przy krzesełku, bajki opowiadam i daję obiad dzięki czemu pamięta o nim każdego, kolejnego dnia.
      U Was chyba jeszcze pierś wchodzi w grę, a my musimy się jakoś ratować tym mniejszym dobrem z zewnątrz ;)

      Usuń
    2. Ta pierś to już tylko symboliczna. Nawet pragnienia już nie gasi, więc nie ma, że boli :) A BLW to właśnie intuicja, więc good job w tym kierunku. I trochę zazdroszczę krzesełka- nasze jest już dawno wydane, bo po choinkę mi krzesełko, w którym dziecko siedzi max. 3 minuty? :(

      Usuń
  2. pierwsza w nocy a ja oglądam Wasze zdjęcia i chyba jednak do rana nie wytrzymam :-)
    też mam w domu niejadka wybrednego jak cholera. po mamusi :-) i ja też swoje wybiegałam z miską, talerzem czy kromką chleba w ręku. jedyne co działa u nas dosyć często to angażowanie jej w przygotowywania posiłków.
    a dla ciekawostki dodam że mieszkamy drzwi w drzwi z Zuzią w podobnym wieku co Kaya która od zawsze je wszystko i jakby jej dawali to jadłaby dzień i noc. obydwie dziewczyny zdrowe, ważą tyle samo i tryskają energią a to może być tylko dowodem na to że każde dziecko ma inne zapotrzebowania i chyba nie ma się za bardzo czym przejmować.
    ściskam xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam i się śmieję, bo tak to już z dziećmi.... A rodzice mówili zawsze: będziesz mieć swoje to zobaczysz.

      Teoria spiskowa mówi, że dziewczyny się odchudzają jak napatrzą się na modelki w reklamach ;)

      A Matce serce każe i tak wybiegać swoje podczas tych głodówek :)

      Usuń
  3. My przechodziłyśmy przez to samo. Zero zainteresowania jedzeniem. Wspominam to strasznie. A najgorsze były rady ciotek klotek, babć i całej reszty. Rozalka waga nie grzeszy wiec presja na niej i na mnie była wielka.Na szczęście chyba z tego wyrosła. Ja tez wyluzowałam. Skupiłam się na tym, ze skoro je mało to musi zjeść "na bogato" :) W lato jest łatwiej bo mamy swój ogródek, warzywka, owoce. Zima trochę gorzej niestety. Oby do wiosny. U mnie przebiśniegi już kwitną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcie/ciocie zawsze widzą, że dziecko ZAchude/grube. Moja mama ostatnio uraczyła Frankę informacją: gdybyś została z babcią na tydzień to byś zaczęła jeść... :) Norma. A latem faktycznie buzia się lepiej otwiera nawet mnie :)

      Usuń
    2. Moja mama to samo.
      Ostatnio chopaki zostali z babcią 2 godziny, a matka u dentysty się relaksowała.
      Przez ten czas Jerzyk dostał od babci swoje drugie śniadanie, obiad swój i brata, podwieczorek.
      I babcia szczęśliwa, że nakarmiła głodnego dzidziusia o_O

      Usuń
  4. A wiesz że u nas zaczęły się z tym problemy???Wiki która jadła wszystko chętnie teraz wybrzydza...brokuła nie tknie, ulubione jajko nie....dzisiaj zrobiłam jajecznicę to jej porcję Franulek zjadł bo młoda dama sobie "paówę" zażyczyła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiki wyrasta na pradziwą kobietę ;) u nas parówy też się lubi ale o jajkach zapomnij :)

      Usuń
  5. Taki jogurt po swojsku to uwielbiam i zajadam z S. codziennie ;)
    U nas dzięki temu, że mieszka z nami pies od lat wielu S. smacznie zjada czasem się z nią dzieląc, czasem nie ;)

    Kochana na takie śniadanka serwowane przez ciebie z chęcią bym wpadła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na śniadanie zapraszam do Radomia jak tylko pojawi się na Twojej trasie stałej lub przelotem :)

      A zwierzak przy maluchu to genialna "rzecz". :)

      Usuń
  6. ja mam to szczęście,ze dziecko moje je.. choć i dni takie kiedy do brzuszka prawie nic nie dociera ..ja się tym nie przejmuję .. bo z tych matek jestem,która wyznaja zasadę,o której pisałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz, ta zasada również u mnie działa tylko w przypadku kiedy dziecko jednak coś je... ja jestem upierdliwą żywicielką, kiedy Młoda żyje powietrzem i urządza sobie głodówki.

      Usuń
  7. U nas apetyt dopisuje, choć kilka rzeczy, których zapach jej nie odpowiada nie tknie. A owsianę, wszelkie orzechy i ziarna od maleńkości je garściami. To, takie nasze cuksy i nasz grzech, bo podobno orzechy silnie uczulają, no ale jakoś żyć bez nich nie może ;)
    Rozczuliły mnie te Twoje śniadaniowe zdjęcia. Piękny taki poranek :) Moje śniadanie nigdy tak nie wygląda, w biegu zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Superowo, Babcia przed maturą kazała mi wcinać orzechy na mózg ;) Hania wyrośnie na małego geniusza :)
      A co do śniadań, rozumiem Cie doskonale, chociaż mam nadzieje, że w wolne weekendy dostajesz takie do łóżka :)

      Usuń
  8. no na te batoniki to ja bym się z chęcią skusiła:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zapraszamy, w weekend powtórka z rozrywki :) bo tamte niestety się szybko rozeszły.

      Usuń
    2. Patu ja potrafię duuużo zjeść:D Myślę, że Frania nie byłaby szczęśliwa;P

      Usuń
  9. Batony wygladaja pyyysznie!! Dzieki za przepis - wyprobujemy w sobote:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem nieskromnie, że są pyszne i słodkie bardzo :)

      Usuń
  10. co ja bym zrobiła aby moje dziecko chętnie buzię otwierało do jedzenia...
    w każdej ilości pochłonie, pomidora ( ogólnie to co czerwone) keczup (?!) i ogórka kiszonego
    z całą resztą jest walka o każdą łyżeczkę.. wcześniej tak nie panikowałam, ale po tym rota co nas ostatnio dopadło, widać każde żebro, dwa obojczyki i kręgosłup :( a apetyt wcale nie lepszy po chorobie... eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho. Wiem o czym mówisz. Na tegorocznych wakacjach dopadł nas jakiś wirus i okazało się, że dziecko przez 10 dni może żyć powietrzem plus czasem chapnąć frytkę.

      Usuń
  11. Też robimy kaczuszki i inne 'dodawanki' na 'kamapeczki' :) Dołożymy gwiazdki z awokado, bo na to nie wpadliśmy jeszcze.

    U nas z jedzeniem było różnie, a teraz mam wrażenie że Irek jadłby non-stop. Jerzyk naśladując brata we wszystkim, tu też daje rade;)

    Franu wie, co robi;) Na zagłodzoną nie wygląda. Ale domyślam się, że mama musi się nagimnastykować.
    Ja odpuściłam Irka protesty, a teraz sam prosi o brokuły lub szpinaczek o_O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że Młody naśladuje Brata we wszystkim? Może to jest sposób, żeby załatwić sobie takigo maluszka z apetytem na gorsze czasy ;) Bo ja pamiętam, że po swojej pierwszej kolonii też zaczęłam zajadać wiele rzeczy... napatrzyłam się na inne dzieci :)

      Usuń
    2. Haha. Dobre ;)
      Jerzu naśladuje brata we wszystkim. A trafił na Irkowy etap 'jem wszystko i ciągle mi mało' ;)

      Poza tym naśladuje odgłosy dinozaura ;)

      W przedszkolu niejadki ponoć za przykładem innych dzieci zjadają wszystko... Jest nadzieja!

      Usuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)