poniedziałek, 22 lipca 2013

Dziecko - Społecznik.

Wróciłyśmy do siebie, ale to nie koniec wyjazdów, bo pogoda nie sprzyja siedzeniu na czterech literach.
Obecnie jestem najdumniejszą matką świata, bo Dziecko moje stawia już całkiem poważnie swoje pierwsze kroki. Te miesiące, więc chodzenia za rączki, zgięta w pół, powoli odejdą w niepamięć, zaczyna się nowe, szybsze, bieganie, podnoszenie, guzów całowanie... :) zacieram ręce.
Nowy etap w życiu malucha nie może zatem poprzestać na pojedynczym postępie, jest zatem też nowość buntu, gryzienia matki, która mówi "nie", szaleńczych wrzasków, turlania się po podłodze... Bo kto by się nie ugiął MNIE? Przeuroczej, czarnookiej, niewinnej istocie, która trzepocze rzęsą w przejmujący, dziecięcy sposób i ŻĄDA.

Osobiście nigdy nie byłam społecznikiem, nie udzielałam się mocno w akcjach, spędach i innych wydarzeniach przeludnionych, jak się nie trudno domyślić razem z Młodą moja miłość do ludzi obcych, spotkanych na ulicy przypadkiem musiała szybko postąpić.
Podczas wczorajszego powrotu pociągiem eF zyskała dwie Babcie i jednego Dziadka, którzy to oprowadzali, nosili na rękach, Dziadek przybrany, nowo-poznany podrzucał, Babcie pokazywały zdjęcia swoich prawdziwych wnucząt i historie opowiadały.
Franua była w siódmym niebie, bo bycie w centrum uwagi to domena kobiety, nawet takiej, co w pieluchy jeszcze sika.
Niemożna było ludzi tych nie polubić, chociaż sterczeć tak między nimi z dzieckiem pośrodku nie jest dla mnie sytuacją komfortową ale uczę się pilnie...

Bo obok nas, wczoraj stał Pan, który przeszukiwał przystankowe kosze zbierając puszki, kiedy obok leciał balonik mały, wstążeczką przewiązany, więc Franka ręce w wózka wyciągała, żeby go chwycić. Balon uciekł, a Pan próbował go złapać, przebył niekrótką drogę, bo zniknął razem z balonem za rogiem na ładnych parę minut i byłam pewna, że nie wróci, ale wrócił i wręczył Dzieciorce mojej zabawkę na ładnych parę godzin.
I jak tu się w ludziach nie kochać?













eF:
spodnie, koszu. - h&m
ciocia Kaja - jedyna i bezcenna

10 komentarzy:

  1. Co do tego Pana zbierającego puszki, z tego co obserwuję, właśnie Ci ludzie mają największe serca. Ostatnio siedziałam na przystanku, a Pan zbierający puszki wyciągnął z kosza na śmieci bułkę, podrobił ją i rzucił ptakom. Najchętniej dzielą się Ci, którzy sami nie mają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę,że przezywasz to samo co JA - mówię tu o samodzielnych krokach, choć bunt u mojej tez się przejawia ;)))
    Też uważam że ci którym się nie przelewa mają najwięcej serca.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak....czasem i na fajnych ludzi się trafia...na takich co na cudze dziecko zezem nie patrzą ale z miłością jak na własne:) Z tymi dziadkami mi przypomniałaś nasze zeszłoroczne wakacje...Wiki skradła serca wszytkim babciom napotkanym w Greckich sklepach...i nie ważne że ich nie rozumiałam..moja córka wychodziła z każdego sklepu z lizakiem lub cukierkiem od Pani kasjerki:)))A bedąc na rejsie wycieczkowym Nowa Babcia i Nowy Dziadek bodajże z Ukrainy zabawiali nam córkę jak nikt...oni i ich wnuczka...nawet zdjęcie na pamiątkę mamy...i nie ważne, że rosyjskiego zapomniałam i co trzecie słowo rozumiałam...:)

    OdpowiedzUsuń
  4. NO piękne zdjęcia:))) Czarnooka Franusia przecudny dzieckiem jest:) a co do ludzi to jeszcze można spotkać czasem tych z sercem:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Franeczka ma najpiękniejszą fryzurę na świecie! A poznawane babcie i dziadkowie... ciężko się przyzwyczaić, ale cóż począć?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ ja lubię patrzeć na tą waszą Franeczkę :) Pozdr

    OdpowiedzUsuń
  7. Frania kochana maleńka z burzą loków ;)legginsy cudne ;)next miał podobne.. co do ludzi,chyba tak właśnie jest..im mniej mają tym chętniej się dzielą z innymi ;) może dlatego,że sami wiedzą jak to jest ;( doceniamy wszystko wtedy 2 razy bardziej ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie raz życie pokazało mi, że Ci którzy mają sprzedają, a Ci którym brakuje się dzielą.

      Usuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)