niedziela, 2 czerwca 2013

Wczoraj, dziś ...

Pamiętacie?
Wracam z pracy przez warszawski Ursus, zakupy, muzyka w słuchawkach, przyglądanie się ludziom.
Wchodzę na jedno z zamkniętych osiedli, mijam pierwszy plac zabaw: babcie z wnukami, matki z dziećmi, foremki, hulajnogi, rowerki... 
'ooo fak! spadam stąd'
Przy fontannie siedzi matka z dwiema gondolami, bardzo świeża matka bliźniaków jak się domyślam, nie wygląda dobrze...
'czy to, że ma dzieci zwalnia ją z dbania o siebie, jak można sobie tak odpuścić?'
Kolejny plac zabaw, gwar, płacz, krzyk i matki-kumpelki wymieniające doświadczenia,
'ohhhyda'
Wchodzę do klatki, sprawdzam skrzynkę, winda, odbicie w lustrze, 7 piętro -poddasze- okropnie gorąco, na klatce stoją wózki niemal pod każdymi drzwiami, czuję ulgę, że mnie to nie dotyczy, w wózku widzę prasę: mamo to ja, matka i dziecko, dziecko...
'to, że rodzi się dzieci nie oznacza, że należy rezygnować z twojego styluvogue'a, matki są ograniczone'
Otwieram drzwi, w progu wita mnie kot i cisza.

Nie lubię popadać w skrajności! Do dziś nie zawieram znajomości na placach zabaw, ze style.com też nie zrezygnowałam, nie wychodzę z domu z brudną głową i nieumalowana ale, ale trochę się pozmieniało.

Kiedy Franka miała 2 tygodnie musiałam wracać do szkoły, ostatni rok, a właściwie ostatnie 2 miesiące, głupotą byłoby nie wrócić. A co było moją podstawową lekturą na tej 100 km trasie? 
Prasa dla młodych matek :) 
Zgrzeszyłabym okrutnie, gdybym napisała, że mi wtedy nie pomagała.

Mój zakupoholizm przeniosłam na własne Dziecko, pierwszy dział w sklepie jaki odwiedzam nazywa się 'KIDS'

A co z przyjaciółmi? Ich grono wcale nie zmalało. 
Może wszyscy dojrzeliśmy i inaczej patrzymy na świat, a może po prostu tak mądrze ich dobieram, albo mam szczęście. 
I cieszę się cicho, że nie są tak krytyczni jak ja przed dwoma, 3, 4... laty.

Nie ukrywam, że dla wielu znajomych jestem tylko "dzieciorobem" i wcale im się nie dziwię. Taki dzisiaj mamy świat. 
25-latka z dzieckiem to społecznie młoda matka, a planowanie dużej rodziny to patologia.
Chociaż jestem zdania, że w życiu wszystkiego trzeba spróbować. I choć sama wiem bardzo mało, oni wiedzą jeszcze mniej.

bo znam pewną Panią, która bardzo długo była sama. Nie miała szczęścia trafić na połówkę swoją drugą, aż w końcu przyszedł na nią czas i jako 45+ wyszła za mąż.
Na pytanie, czy w ogóle chciałaby mieć dzieci, usłyszałam:
"Z moim mężem wszystko"
...
Może o to tu chodzi?












eF:
wciąż w domowej uwięzi
4 dzień bez pieluchy
w spódnicy - pepco
i
koszu - next

14 komentarzy:

  1. Świetny tekst. właściwe mogłabym go Ci skraść, bo wszystko, co napisałaś dotyczy mnie, no może prawie wszystko.
    U mnie po urodzeniu też się nic takiego wielkiego nie zmieniło. Jestem w końcu przede wszystkim kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Młoda matko, znów przybijam Ci piątkę - podpisuję się pod każdym Twoim słowem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh he jakbym o sobie czytała.. i ja kiedyś tak świat postrzegałam i niby dalej tak uważam,bo to ze mamy dzieci czy oznacza,że musimy zapominać o sobie ?? choć czasem wydaje mi sie,ze swoje już na dalszy plan odstawiam.. ale zawsze staram się jakoś wyglądać.. być umalowana,ubrana ... nie w wyciągnietym swetrze,to niestety u siebie w domu chodze w byle czym.. teraz postanowiłam,ze wkońcu i do pracy trzeba wrocić.. i coraz częściej o tym mysle,wkońcu Mka ma 4 lata.. do przedszkola chodzi .. pozdrawiam cieplutko i spódniczka śliczna i bluzeczka też.. a była taka kiecka też większa ?? już widzę ją na Majce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w domu ja też noszę `domowe szmatki`. A co do Twojej pracy, serce mi zamarło, bo pomyślałam, że będziesz miała mniej czasu dla nas, Waszych czytelników. No nic, najważniejsze, żebyś była kobietą i mamą spełnioną :)

      A spódnice widziałam tylko malutkie. Takie 80 max. Ale może większe szybciej się u nas sprzedały.

      Usuń
  4. Masz rację, zdecydowanie trzeba o siebie dbać jak urodzi się dziecko.
    Dbać jak do tej pory a nawet i bardziej!
    Dla własnego samopoczucia i dla maluszka.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam dokładnie tak samo...miałam tak samo...pomimo tego ze moje macierżyństwo było w pełni świadome i zaplanowane to zarzekałam się że nie bedę czt=ytać tej dzieciowej prasy i z niczego nie będę rezygnować....i w sumie nie rezygnuję...na wakacje jeździmy po prostu w powiększonym gronie...to samo z grillami i wypadami weekendowymi...mamy po prostu fajnych znajomych:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Zadbana mama - to szczęśliwa mama :)
    Świetny post :)
    Pozdrawiam i zapraszam do nas w odwiedzinki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh muszę to przyznać Twoja córeczka to moja internetowa ulubienica :)

    OdpowiedzUsuń
  8. dopiero dojrzałam jakie Frania ma cudne włosy- jakie długaśne!
    Lucha ma taką samą koszulkę tylko zieloną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Franki czupryna bujna, ale Łucja za to pięknie chodzi i mówi. Widziałam Wasz ostatni filmik w wannie i jestem pod wrażeniem, bo u nas tylko "mama" i trochę asertywnego "nie" :)

      Usuń
  9. Trudno mi ze wszystkim nadążyć, próbuję połączyć pracę po godzinach z wyjazdami, zabawą z Polą, dniem i życiem codziennym i czasem zaglądam do moich ulubionych zakątków w sieci ze sporym opóźnieniem, ale staram się czytać na bieżąco i bardzo lubię czytać to, co piszesz. O wielu rzeczach pięknie i mądrze. Ja niestety tak nie umiem i czasem nawet na zdjęciach nie ma tego, co chciałabym przekazać : )

    Piękną masz córeńkę.... I jeszcze! Jak sobie radzisz z odpieluchowaniem? :) Bo ja chyba na razie za bardzo kocham swoje pieluszki, żeby z nich zrezygnować :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobra, dobra. Ja uwielbiam Twój blog za piękne zdjęcia no i Polę od której nie można się oderwać, a to po Mamie ;) Sama piszę bardzo chaotycznie ale piszę, bo lubię.
    A co do odpieluchowania to długa historia bez widocznych efektów.
    Franka niedawno się tak odparzyła, że wylądowałyśmy na pogotowiu i miałyśmy nakaz chodzenia bez pieluchy. Wytrzymałam tydzień, w domu miałam wszystko zasikane ale chciałam ten czas wykorzystać dla nocnika, F. nie ma do niego awersii. Niestety nadal nic nie kuma, a sikanie pod siebie to dla Niej świetna zabawa :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)