poniedziałek, 27 maja 2013

Łikend w kroplach deszczu na urlopie.

Sobota pod tytułem "u Dziadków" zaliczona, tak jak i niedziela w zoo i inne małe przeżycia.
Nie da się ukryć, że padać miało solidnie i trzeba było się na to przygotować. Matka odziała nawet swoje czerwone, bocianie kalosze ale przydały się tylko dzisiaj, no i może trochę wczoraj... poza tym stopy się zagotowały i Rzędzian był potrzebny do kaloszo-zdejmowania.
Frania postanowiła odwiedzić Dziadków i pochwalić się kolejnymi dwoma zębami, bo górne jedynki to nie jakieś tam, byle jakie, zwykłe zęby, a celebrytki, frontmenki!
Posłuchała też Łazienkowego Chopina ! na śpiąco ! i nakarmiła kilka ptaków, rybek i wiewiórek, czyli ogólnie rzecz ujmując "Khhh" i tu wskazanie palcem w stronę zwierzaka.
Rytm dnia nam się totalnie rozregulował, kiedy spać, kiedy jeść, nic nie było wiadomo.
Ważne, że było co oglądać i co przeżywać i ważne jest, a nawet najważniejsze, że jest co wspominać.
Fruziowy super-ekstra-turbo-szybki kurs picia z rurki odbył się z niedzieli na poniedziałek, kiedy to wypędzeni z zoo-zwiedzania przez deszcz, zmęczeni natłokiem wrażeń i pędzący gdzieś, zjeść coś, zostawiliśmy ( my - rodzice) butelkę w 'jadłodajni'. Franka, dziecko ekstremalne dała radę bez butli no może tylko godziny spania się poskracały :) 
A Rodzicielka zła na siebie jest bez przerwy, bo butelka, a właściwie, bo butelko-smoczek wart jest więcej od niejednej butelki. Tak, czy inaczej, pora zapomnieć, wymazać z pamięci i wrócić do Dziecka z CZTEREMA zębami.
Ta mała eF Pani co nauczyła się już wkładać i wyjmować, odkręcać i zakręcać, zdejmować i zakładać to dusza autobusowego towarzystwa. Mogę opisywać bez końca nasze znajomości z innymi pasażerami plebsobusów (termin zapożyczony od SAM WIESZ KOGO) ale ta w niedzielny Dzień Matki była najlepsza. Usiadłyśmy bowiem naprzeciw nie byle kogo, bo Pana z Pragi, oczywiście tej Warszawskiej. Fruziek obdarował Go milionem wlepek gałek ocznych, słowotokiem obszernym i kilkoma utworami a cappella, na co Pan... łysy, młody, co na szczęście ojcem już był, postanowił całą drogę mówić do Dziecka mego: " no siema!", "co jest?"; "siedzisz koło łysego kolesia to się gapisz?" "jakiś łysol na przeciwko, ale beka, co?". Mama też sobie z Panem porozmawiała, o rodzicielskich problemach młodego pokolenia, a na koniec dostała życzenia przemiłe z okazji święta Mam... ot tak, żeby sobie przypomnieć, że ludzi po okładce oceniać nie należy.

Ostatecznie!
Hitem miały być ogromne "kici kici" i co? stanęło na tym, że Frankę ciągnie do ornitologii.
Brrr!




*minę zrób!




*Chopin playback show













*rodzina parówkożerców







eF:
czerwony kapturek, sweter, chusta - sh
sukienka, rajtki - h&m
buty - zara
czapka - allegro

18 komentarzy:

  1. Fajne kalosze :p U nas też prawie cztery - od dwóch dni kiełkują górne jedynki.;) Uwielbiam te wasze buty z zary ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ekstra, będzie czym gryźć/ a buty ażurowe jeszcze tylko na minutkę, bo stopa rośnie jak szalona :)

      Usuń
    2. Jaki rozmiar ?:D Może macie większą stopę niż my. to chętnie przygarnę za parę grosików :p

      Usuń
  2. Cudowna jest:)
    Widać, że wycieczka udana mimo deszczu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Łazienki i Zoo zaliczone. Szkoda, że pogoda nie dopisała. Ale zdjęcia wyszły Wam po mistrzowsku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne zdjęcia! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej ale z Was piękna stylowa rodzinka :) kurteczka rewelacja,ten kolorek boski :) zdjęcia urocze.. pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne kalosze...świetne wdzianko eF...no i zdjęcia też świetne..no ale jestem ostatnio monotematyczna...:P
    PS. My też jesteśmy prówkożercami...może i nie zdrowe...ale co teraz jest zdrowe?:P A parówki smaczne...:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio rozmawiałam z Panią Doktor o żywieniu dzieci i otworzyła mi oczy, że większość nas, rodziców jest przewrażliwiona na punkcie diety dziecka, a przecież wszystkiego trzeba spróbować :) więc jemy parówki :)

      Usuń
    2. Biorąc pod uwagę skład produktów spożywczych, wolę Poli dać kiełbasę, niż parówkę ;) Ale Mała je to, co my, a w naszej lodówce ciężko by było znaleźć jakieś parówki.

      Usuń
    3. ojej, gdyby Franka jadła to co ja dopiero byłaby biedna ;) 80% mojego jadłospisu to słodycze.
      a nasze parówki mają w składzie ponad 90% mięsa jeśli wierzyć producentom ;)

      Usuń
    4. My też uwielbiamy parówki :p ( i dokładnie czytamy etykiety ;)) W lidlu były piratki dla dzieci i były super, coś około 90% mięsa i bez zbędnych dodatków, ale nie wiedzieć czemu od jakiegoś czasu nie ma ich w sprzedaży... i cierpimy.;)

      Usuń
    5. Nie no...kiełbasę też jemy...na domiar złego z ketchupem...widocznie moje dziecko "cierpi" bo ma mamę która na dietę nie zwraca szczególnej uwagi...przestałam gdy mała miała 9 m-cy i gdy zaczeła się domagać doprawionego smażonego kotleta...dostała...je wszystko i ma się świetnie:)

      Usuń
  7. Słodka ta Twoja Córa. Twój post przypomniał mi o tym, że najwyższa pora odwiedzić ZOO. ;)
    Fajnie, że wypad Wam się udał, oby jak najwięcej tak miłych dni w życiu Frani. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie dziewczyny :D

    Moja tez ostatnio ornitologią zafascynowana, choć "kakami" nie pogardzi
    A parówki to by mogła wciągać codziennie, więc jej nie zabraniam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O jeny... ja już widzę, po kim Frania jest taka piękna!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie tu u Was. Fajne dziewczyny jesteście :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)