sobota, 6 kwietnia 2013

Wspominając maj...


Zebrało nam się na wspomnienia i refleksje w związku z nadchodzącymi wielkimi krokami pierwszymi urodzinami Fr. Niespełna 11 miesięcy temu patrzyłam na najpiękniejszego, pomarszczonego Noworodka i marzyłam o tym, żeby moje Dziecko siedziało, mówiło "mama", raczkowało, wstawało, a dzisiaj siedzę, patrzę i oczom nie wierzę, że to moja codzienność.
Do bycia rodzicami przygotowaliśmy się długo i burzliwie (i tu dziękuję za wytrwałość naszemu eF-Tacie :*). Cała ciąża przebiegała świetnie, a F. wyznaczona była na 28 maja. Na ostatniej wizycie kontrolnej Lekarz obwieścił, że jeśli nie będę uprawiać sportów ekstremalnych i myć okien sąsiadów to urodzę w terminie. Cudownie!
Tak się jednak nie stało, Franuszka- wiercipięta postanowiła przyjść na ten świat całe 10 dni wcześniej- 18 maja, a Jej droga w naszą stronę była długa i kręta. 
Tydzień przed porodem zdążyłyśmy nawet wspólnie zdać prawo jazdy, bez stresu, niemal bez problemów, cudem przejechałyśmy plac, a miasto to przy nim bułka z masłem :) 
I tu myślę sobie, że Dziecko moje powinno być honorowym posiadaczem prawa jazdy.


Wszystko zaczęło się ze środy na czwartek... pobudka o 2 w nocy... skurcze... hmm... spać nie mogę... pewnie są przepowiadające... czytałam o tym... jeszcze 2 tygodnie... Tata musi być... poród rodzinny obowiązkowy... poczekajmy aż Tata wróci z pracy... tylko bez paniki... to jeszcze nie to...Tata musi wrócić ze Śląska... na pewno to jeszcze nie to!
Po nieprzespanej nocy pomyślałam sobie, że na porodówce należy mieć piękne, umyte włosy. Przecież nie powitam mojego Dziecka w wczorajszym fryzem. I chociaż to jeszcze na pewno nie poród to lepiej się przygotować. Problem był jeden, szambo było pełne, odwieczne problemy z naszym szambem, Pan z firmy, która pomaga nam z tym gównianym kłopotem nie mógł przyjechać, więc zostało mi mycie się w misce...  życie.
Kiedy już uporałam się z jednym problemem, a skurcze nadal nie odpuszczały (filmy kłamią!!!) moja Kochana Babcia postanowiła urządzić mi małe zamieszanie. Zwróciła się do mnie z troską o zaginięciu pierścionka Prababci, który był Jej w tym akurat momencie "niezbędny". 
-Dobrze Babciu poszukam w pokoju.
-Może być za szafą.

Zaczęłam, więc szukać, a szukanie to przerywały telefony Mamy z zapewnieniami, że do wieczora będę/ będziemy w szpitalu.
Wierzyć oczywiście nie chciałam, bo na ten wysiłek nie miałam w aktualnym momencie najmniejszej ochoty.
Po przeszukaniu całej szafy i przy okazji posprzątaniu w niej poinformowałam Babcie, że pierścionka brak.
Trudno.
Bardziej martwiło mnie to, że nie przestaję się "skurczać"...

Telefon do Taty F. który niedowierzał, że to może być już, uspokajał, że zdąży przyjechać, że będziemy razem. 
Wieczorem czułam się na tyle wspaniale, że pozwoliłam Cioci (która robić miała za mojego szofera w przypadku porodu) obejrzeć wszystkie seriale, ale po tym turne oznajmiłam Jej radosną wieść, że dzisiaj to Ona sobie nie pośpi.

Mieszkamy pod Radomiem, poród zaplanowałam sobie w Piasecznie, jakieś 80 km przejechane na darmo byłyby głupotą, więc koło północy wylądowałam w radomskim szpitalu, żeby upewnić się, czy rodzę :) a w razie odpowiedzi twierdzącej zamierzałam przetransportować się do Piaseczna. Pani Położna oznajmiła, że po badaniu mnie już nie wypuści, więc do niego nie doszło, uciekłam, a o 2 w nocy (piątek) po przebyciu trasy na której czułam rozlegle każde wzniesienie i dołek przyjęli mnie do wymarzonego szpitala.

Szpital św. Anny w Piasecznie to prywatna placówka, w której tylko porodówka jest refundowana, szczerze mogę polecić ją każdej kobiecie w ciąży, nie mam żadnych złych doświadczeń, szpital z warunkami na światowym poziomie, jednoosobowe sale porodowe wyposażone we wszystko co rodzącej do szczęścia potrzebne i świetna, troskliwa opieka.
Lekarz, który prowadził naszą ciążę pracuje w kilku placówkach m.in. w w/w. szpitalu i na św. Annę długo nie musiał mnie namawiać. Z resztą znajome położne, które pracują w moim rodzinnym Radomiu jak jeden mąż powtarzały nazwę tego szpitala.











Wracając do porodu ... po przyjęciu na oddział zostałyśmy same z F. nie wiem, która z nas była bardziej zestresowana, ale mama wiedziała jedno, że czeka ją największe, życiowe wyzwanie i musi mieć jaja.
Podali mi dwie oksytocyny, przebili pęcherz.
W przerwie od wycia i krzyków skurczowych zasypiałam.
Tata informowany był o wszystkim na bieżąco, telefonicznie, chociaż miałam wrażenie, że rozmawiam z osobą, która słucha i nie rozumie NIC... długie milczenie w słuchawce, wzdychanie, wzruszenie i podróż do nas.
Franciszka urodziła się naturalnie, bez znieczulenia, owinięta w pępowinę ale bez komplikacji w piątek 18.05.2012r. o 8.55 i wierzcie mi lub nie, była najpiękniejszą istotą jaką w całym moim, 25-letnim życiu widziałam. Waga-3, 200 Wzrost: 54 i całe 10pkt.

Z wrażenia, że słowo "Mama" wreszcie mnie dotyczy nie mogłam spać przez dwie kolejne doby.
A na nogach byłyśmy już dwie godziny po całej akcji i nie wiem jak F. ale ja mogłabym wracać o własnych siłach do domu, w którym to znalazłyśmy się całkiem niedługo, bo już w niedziele.
O! Takimi byłyśmy okazami zdrowia :)

Gdybym dzisiaj miała raz jeszcze (a mam nadzieję, że nastąpi to niebawem :)) wybierać jak prowadzić ciążę i rodzić, nic bym nie zmieniła. Wybrałabym się do tego samego lekarza, rodziła w ten sam sposób i w tym samym Szpitalu.




9 komentarzy:

  1. Teraz to wszyscy czekamy na maj :))) Ciepły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój telefon twierdzi, że wiosna już w środę, więc mam nadzieję, że place zabaw zdążą nam się jeszcze znudzić :)

      Usuń
  2. no widzę że obydwie mamy majowe dziewuszki, tyle że moja z 11:) pozdr i zapraszamy do nas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak małe uparciuchy! pozdr i zapraszam na nowy post

      Usuń
  3. wzruszyłam się................ :)ściskam Was mocno! (ciocia Zielona)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też ściskamy Zieloną Ciocię i jesteśmy pewni, że już niedługo będziemy wzruszać się razem z Wami :)

      Usuń
  4. miło, że obyło się bez większych problemów i z chęcią byśmy chcieli pogody jak wtedy, ahh piękny cudowny maj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem jak u Was ale u nas dzisiaj piękne słońce... tylko ten śnieg psuje widoki.

      Usuń

Dziękujemy za słów kilka... albo jedno chociaż :)