sobota, 2 maja 2015

Gdzieś po drugiej stronie tęczy.


Kiedy jeszcze niedawno myślałam, że zdrowie jest szczęścia złożoną, wiedziałam niewiele.
Powoli, nieśmiało przekonywałam siebie, że codzienny uśmiech do dziecka, a nawet głośne się śmianie nie jest w sytuacji choroby brakiem miłości, współczucia i dojrzałości.
Radość to nasza jedyna, słuszna droga. Droga do zdrowia.
.
Nie smuci mnie zmiana życiowych planów, priorytetów i brak białej, drewnianej podłogi, to, że już nigdy nie będzie przedszkolakiem i że wakacje spędzimy jedynie w szpitalu.
Kiedyś piękna, mądra mama powiedziała innej, zagubionej, że nie może martwić się tym, że dziecko krwi potrzebuje, musi cieszyć się, że ona jest, że znalazł się ktoś z wielkim sercem kto podzielił się swoją własną.
Więc uczę się bez przerwy, przede wszystkim widzieć to lekarskie oddanie co zdaje się nie mieć granic, bez rutyny pielęgniarstwo i ludzką, codzienną wrażliwość, ten brak komplikacji, każdą w domu spędzoną godzinę. A kiedy przychodzi tęsknota myślę sobie, że nigdy nie byłam tak świadoma macierzyństwa jak przez te parę chwil w miesiącu, gdy jesteśmy zupełnie razem.
Miewam czas zwątpienia i szlag mnie trafia bez przerwy, a bezsilność powoduje suszę ale czuję to szczęście niosące każdy kolejny, nowy dzień długi na który mamy ogromną ochotę.
I gdy znowu słyszę innej matki diagnozę, że u nas lekka choroba, bo zadowolenie z twarzy mojej nie ucieka to wierzcie, że słyszę właśnie najwyższy komplement.
Bo mimo, że Ona zmaga się z największym w życiu zadaniem, nie ma powodu do obaw, a przykład uśmiechu i prawo do cudownej, dziecięcej radości, kiedy idziemy przez ten korytarz razem wyłącznie dobrych rzeczy się chwytając.

Szczęście to jedno z tych niematerialnych, niepoliczalnych, pięknych słów- pojęć.
Szczęście to nie stan posiadania, to nie wyuczone poczucie.
 Szczęście to często pustka i jej postrzeganie małych rzeczy świata.
Szczęścia szukaj wyłącznie w sobie.









niedziela, 8 lutego 2015

To dopiero początek.

Zaledwie tydzień temu powstał tekst o moim nieograniczonym szczęściu posiadania zdrowych dzieci. 7 dni temu przelałam na klawiaturę wszystkie emocje, które kryłam w sobie jako obserwator chorych dzieci i ich rodziców. Czy tekst kiedyś ujrzy światło dzienne? Zapewnie nie.
Wystarczył jeden dzień, żeby świat się dla mnie zatrzymał, jeden telefon z lekarską prośbą o przyjazd i rozmowę w sprawie wyników morfologii Frani. 
Jechałam trasą, którą znam niemal na pamieć, nie wiem jak dotarłam, wiem, że wmawiałam sobie, że to jedynie anemia, że lekarz idiota mnie nastraszył, że to nie jest tak jak wygląda jednocześnie wpuszczając w nawał myśli słowo 'białaczka'.
Dotarłam, stałam pod gabinetem obijając się o ściany, w środku doktor badała chłopca. Wyszedł w końcu z zadowolonymi z siebie rodzicami, z sercem na ramieniu otworzyłam drzwi. 
Płakałyśmy obydwie, 
'to może być przewlekła choroba onkologiczna' znowu wypierałam myśl o białaczce. Tej samej, która i tak zagościła w skierowaniu do szpitala.
 Wykonałam kilka najgorszych w życiu telefonów i spakowałam nasze rzeczy, pożegnałam Anielkę i zabrałam moje zdrowe, uśmiechnięte dziecko na izbę przyjęć. 
Lekarz długo nie zwlekał, poprosił nas z marszu, pomijając płaczącego noworodka. Tu czerwona lampka, jest źle, to na pewno pomyłka, jeszcze jedno badanie krwi i okaże się że badania są w normie. 
Na decyzję nie trzeba było długo czekać. Warszawa. Litewska. Czekają już na was. Szpital dziecięcy z jak twierdzą najlepszą hematologią na Mazowszu. 
Nerwy, niepewność, strach, to wszystko dawało mi siłę do działania. Jechałam przed siebie. Nagle przestało się liczyć wszystko to czym człowiek zaprząta sobie codzienne myśli.
Na Litewskiej faktycznie czekali, zrobili własną morfologię, zaplanowali biopsję szpiku. 
Czekaliśmy. Czekaliśmy znosząc cierpienie dziecka, dziecka swojego i tych cudzych. 
Przybrałam postawę zwycięscy, On chwilowo się poddał. 
Czekaliśmy na wyniki badań bez przerwy. Bez przerwy czekaliśmy na coś co dla każdego z nas było oczywiste, na wyniki które mogły się jedynie potwierdzić.
Doktor prowadząca, P. Profesor i my, nagle niepewne staje się pewne. Ostra białaczka limfoblastyczna. Nie słyszę, że śmiertelna, nie słyszę, że to nowotwór, koduje najważniejsze informacje odnośnie leczenia, dobre statystyki i wracam do Córki. Do tej malutkiej, pokręconej główki pełnej energii, śmiewającej i powtarzającej jak bardzo nas kocha. Wracam nauczyć Jej siły do walki, którą wygrany. Wracam przygotować ją na dwa ciężkie lata po których już nic nami nie zachwieje. 


Nasza historia jest prawdziwa, chociaż wolałabym kłamać.
Każdy wpis o chorobie mojego dziecka jest dla mnie formą terapii ale i nadzieją, że docenisz własne, piękne życie. 
Ta historia dotyczy także Ciebie.

wtorek, 30 grudnia 2014

NY, NY

Przyszedł czas na podsumowanie i sama nie wiem od czego zacząć.
Przede wszystkim dziękuję za ten pierwszy, pełny rok z nami, za każde słowo i każdą minutę spędzoną tutaj, u nas. 
Dziękuję, że wracacie jako czytelnicy i patuhall'owi klienci.

Sama natomiast życzę tego co sobie, odwagi na każdy dzień nowego roku, niech mija szybko, intensywnie i po brzegi wypełniony uśmiechem i satysfakcjom.

Nie będę pisać o tym co się wydarzyło, bo bezustannie dzieje się ogrom.
Niech te filmy uchwycone na wycieczkach, wyjazdach i wakacjach będą najlepszym podsumowaniem.
 Ku pamięci.


poniedziałek, 8 grudnia 2014

zielona mila

Rzecz, która po przyjściu drugiego dziecka na świat spędza mi sen z powiek to masowa produkcja zużytych pieluch. Frania zaprzyjaźniona jest z pampersami już ponad 2 lata, natomiast Aniela od 6 miesięcy. Sytuacja ta powoduje u mnie niemałe, eko-wyrzuty sumienia.
Od kilku tygodni stosujemy u Anieli pieluchy wielorazowe Mila od Simed. Na pierwszy rzut oka to gadżet dla mamy estetki, który pięknie zdobi uroczego niemowlaka.
Natomiast oprócz  kwestii wizualnych wielorazówki mają również sporo innych.
Kiedy już porzucimy jednorazowe przyzwyczajenia i poradzimy sobie z zapinaniem pieluch w dzień i w nocy możemy jedynie spijać śmietankę.

Wielorazowe pieluchy, które goszczą w naszym domu to otulacze i pieluchy z kieszonką. 

Otulacz jest świetnym rozwiązaniem dla dzieci, które zmagają się z odparzeniami, ponieważ sprawia, że pupa dziecka ma sucho i oddycha. Możliwe jest również aby umieścić w nim wkłady chłonne, lub użyć jako zewnętrza warstwa do pieluszek tetrowych.
Pieluchy posiadające kieszonkę służą umieszczeniu w niej wkładu chłonnego. Warstwa mikropolarku oddziela pupę dziecka od wilgoci.





* Bez względu na to na jaki rodzaj pieluch wielorazowych się zdecydujemy z kieszonką, otulacz, czy wszystko w jednym, każda z nich jest regulowana z uwagi na wiek i wielkość dziecka. Sprawa jest ważna z racji inwestycji. Jeśli zdecydujemy się na kupienie 15, czy 20 sztuk przed przyjściem dziecka na świat możemy być pewni, że "urosną" razem z malcem.

* Pranie pieluch oraz wkładów to jeden z wyliczanych często, dodatkowych kosztów ich użycia. Osobiście uważam, że w domu w którym mieszka maluch pralkę włącza się niemal codziennie, a same wielorazówki schną szybko, nie widzę zatem zagrożenia wyższymi rachunkami za wodę, czy prąd.

* Przewijanie dziecka korzystającego z pieluch typu Mila musi odbywać się zdecydowanie częściej niż przy pampersach. Wkłady chłonne wypełniające wnętrze pieluchy nie zatrzymują w sobie tyle wilgoci ile standardowy pampers, dlatego należy pamiętać o częstszej zmianie wkładu czy pieluszki.
Wygodnym, nocnym rozwiązaniem jest umieszczenie w pieluszce 2 wkładów na raz.
Jako matka szyjąca uważam, że warto spróbować wykonać wkład własnoręcznie, z dostępnych na rynku materiałów takich jak bambusowe, czy z mikrofibry.

* Otulacz to świetny pomysł na odpieluchowanie dziecka. Skończył się czasy królowania pieluch tetrowych i pralki frani, świat jest znacznie wygodniejszy ale czy aby na pewno? Sprawa uporania się z pieluchami u malca nie jest dzisiaj taka prosta. Pampersy nie dają dziecku możliwości poczucia dyskomfortu, dlatego sprawa odpieluchowania często przesuwa się w czasie. Nie wiem jak pieluchy wielorazowe wpłyną na moment polubienia się z nocnikiem ale pomocne mogą być tu otulacze.
One same wykonane są z materiału typu PUL, nieprzemakalnego, natomiast przewiewny otulacz można wypełnić pieluchą tetrową. Unikniemy tym samym mokrych niespodzianek ale damy dziecku możliwość oswojenia się z sytuacją dyskomfortu.

* Ilość pieluch przy całodobowym użytkowaniu jest zapewne indywidualna dla każdego malca i mamy. Ważne żeby wziąć pod uwagę częstotliwość prania i fakt, że dziennie używa się ok. 5-6 pieluch, cena jednej z nich to ok. 23zł, wkładu ok. 10zł.

* Wygoda dziecka to rzecz najważniejsza dla każdego rodzica. Mimo, że wielorazówki są pieluchami większymi od tych jednorazowych, a sam wkład dość gruby nie zauważyłam, żadnego przejawu niewygody u córki. Gumki, które zbierają przy biodrach boczne części pieluszek, nie uciskają nóżek ani nie zostawiają śladów.

* Z dodatkowych elementów warto wyposażyć się w bibułki jednorazowe, które chronią przed bezpośrednim zabrudzeniem i tym samym ułatwiają sprawę prania. 
Woreczek na zużyte pieluszki eliminuje problem przechowywania i nieprzyjemnego zapachu. Można pomyśleć też o eterycznym olejku antybakteryjnym.



Ostateczne podsumowanie odnośnie pieluszek wielorazowych będę mogła zapewne stworzyć za rok, półtora kiedy przyjdzie czas pozbycia się pieluch.
Dzisiaj są mi one na pewno wygodnym, zdrowym i ekologicznym rozwiązaniem.

Więcej informacji o pieluszkach wielorazowych znajdziecie na: http://www.simed.pl/produkty/pieluszki-wielorazowe/

środa, 3 grudnia 2014

Skąd Ty to wszystko wiesz? Skąd Ty to wszystko znasz?

Sama jestem starszą siostrą.
Znam wszystkie plusy i minusy tej instytucji.
Dlatego właśnie ciężko mi się nadziwić frankowym postępkom. 
Zazdrości w Niej niewiele, a cierpliwości tyle, że mogłaby się dzielić ze znerwicowaną matką.
Gdy mija dzień cały z Anielką na ręce, Ona cierpliwie czeka na swoją kolej i na ten Mysi Domek do poduchy. Zegar wybija dwudziestą trzecią albo i czwartą, a ja na oczy ledwo patrząc czytam jak to Sam i Julia i ospa wietrzna i wycieczki po domu i kryjówka pod schodami. 
Franka resztkami sił powstrzymuje sen, za nic w świecie nie uśnie dopóki nie padnie: "reszta jutro. teraz idziemy spać.". Wzdycha potem jakby z ulgą i loki kładzie na ulubioną poduszkę. 
A kiedy czytam Oto jest Paryż i produkuję pouczenia o Francji stolicy i rzece Sekwanie, słyszę, że ona, ta rzeka co płynie przez Paryż, ONA DO MORZA WPADA... 
 wzruszyć tak mocno, nikt mnie dzisiaj nie potrafi.





czapki, kominy, bezrękawniki- Patuhall

poniedziałek, 10 listopada 2014

"... więc główkę złóż, oczęta zmruż, opowiem Ci bajeczkę."

Jest coś magicznego w kołysankach dla dzieci.
Coś tak magicznego, że pomaga nam przetrwać wieczory z ząbkowaniem.
I to niebo z fartuszkiem pełnym gwiazd uśmierza ból razem z bujaniem w matki ramionach.
Albo głos Seweryna Krajewskiego śpiewającego dla okruszka tak pięknie jak tylko kochający ojciec potrafi.
Opowieść o tym jak był sobie król, był sobie paź i była też królewna nucę zdecydowanie najczęściej. Pomyśleć, że całe dzieciństwo bałam się tej melodii i nostalgicznego tekstu, aż zrozumiałam... na starość, dzięki Grochowskiej w Południe-Północ, gdzie jako upadła dziewczyna śpiewa ją umierającemu chłopakowi.
I celebrujemy te babcine kołysanki, odkurzając wszystkie przedszkolne zwrotki.
Nie ważne, czy ładnie, czy bardziej mrucząc byleby powieki opadły do spokojnego dobranoc.








niedziela, 12 października 2014

A Ty, kim będziesz w przyszłości?

I przychodzą niedzielne wieczory, kiedy zostaję z nimi sama. 
Niedzielne wieczory... żadna z nas, słomianych ich nie lubi.
Wszystkie plany weekendowe wydają się być niespełnione, dni za krótkie, a noce... nocom dam tu spokój.
Jeśli doczekam aż usną i nie zasnę z nimi po raz kolejny usłyszę Marcelinę z Roguckim.
Roguckim Piotrem, przy którym większość czuje niesprawiedliwość. 
Nikt mu nie skąpił, nikt sprawiedliwie mu nie podzielił. 
A ten talent i ciężka praca potrafią sprawić mi najwyższą przyjemność.
Mam nadzieję, że kiedyś dołączy do niej duma... 
Duma matczyna.

Poczekam na nią sobie, w ciszy i cierpliwie ładnych parę lat.