czwartek, 7 kwietnia 2016

Mimo niechęci

Mija rok...
Czas stoi tu w miejscu, nie pokazuje, że napędza go wściekła turbina, turbina nie do zatrzymania, co rusza się z takim impetem, że przepuszcza go przez palce. Jeśli więc zdołam choć na chwilę się mu przyjrzeć w spokojnym śnie moich dzieci albo wtedy właśnie gdy z wyrzutami sumienia przestaję na nie krzyczeć, czy kiedy wstaję jako pierwsza i bosymi stopami przemierzam cichy dom. Może wtedy zostawi coś i dla mnie.
Nie wiem czy umiem znowu pisać, prowadzić swój monolog tak jakby był rozmową.
Przyznaje się nawet do swoich słabości, lenistwa, braku wiedzy i niechęci... mimo wszystko zostawię tu słowo, choćby miało być tym ostatnim.




Kiedy w Twoim życiu dzieją się sprawy tak ważne, że poza nimi nic już nie musisz, uczysz się życia na nowo. Tworzysz w nim rozdział najmądrzejszy własnymi zdaniami pisany.

Odrzucasz bez końca rozmowę telefoniczną z mniej ważnym kimś, bo czasu na bzdury ci szkoda.
A z tym Kimś przed duże K możesz milczeć do słuchawki całe godziny.

Przeprowadzasz się do nowego bloku gdzie sąsiedzi udają, że Cię nie widzą, nie znają i bez przerwy musisz ich uczyć dobrego wychowania ale kiedy znajdzie się jeden taki, który z uśmiechem rękę wyciągnie i innych odczaruje to i obiad się nie przypali i na dzieci mniej głośno będziesz krzyczeć.

Zapłaczesz na kolejnym telewizyjnym dokumencie o człowieku, który szczęścia nie miał. Będzie ci on dużo bliższy, niż wielu tych przy wigilijnym stole.
Napiszesz mu maila, wyślesz rękawiczki robione na drutach, żeby wiedział, że ktoś go rozumie i o nim pamięta.

Na twoim facebooku toczy się walka, rozległa, zacięta walka o patriotyzm. Każdy tam ma rację, choćby za wszelką cenę. Jedni chcą demokracji bronić, drudzy chcą demokrację tworzyć, każdy w obronie swojego kraju, ojczyzny, rodziny obecnej lub przyszłej.
Czekasz bez przerwy na demokratyczny obóz wzajemnego szacunku i chęci gadania w cztery oczy, nie przez komentarze.
Rozmyślasz kiedy w końcu się stanie, kiedy rozum przywróci władanie, a serce kochanie.

Twarz mi się postarzała, w październiku skończy 29 okrągłych lat. I mimo, że urodziny lubię coraz mniej, lubię ten październik, bo łeb mi z nim- złotym mądrzeje.
Zmarszczek i siwizny może się wstydzę, ale chwalę się nimi też, bo nie przyszły przecież ot tak,
z byle powodu, a z chęci przetrwania, własnego i innych wariactwa i strachu na dzień dobry, dobranoc i codzienność... a nawet na stałe.



Czemu nie pisałam?
Przecież nikt nie chce o troskach czytać- myślałam. Sama nie chciałam.
Wznosiłam się na wyżyny cierpliwości, co pochłaniało mnie całą, a przecież sama się w tym wszystkim nie liczyłam.
Kiedy zasypiasz kolejną noc drżąc o swoje dziecko, albo o to z sali obok, równie twoje.
Gdy z wyrzutem kładziesz głowę na poduszkę, bo wiesz, że matka obok znów dziś nie zaśnie.
Kiedy uświadamiasz sobie, że ten koszmar nie ma końca, że on nie kończy się na tobie.
Szukasz azylu, przenosisz się, układasz i żyjesz.

Te wszystkie tatuaże, znamiona i troski wypisane na twarzy oddalają nas od siebie.
Nie martw się, nie ma życia bez zakrętów, jeszcze się na którymś spotkamy ;)



środa, 27 maja 2015

Maj, piąta pora roku.

Uwielbiam maj, kolor jego soczystej zieleni, długie dni, pierwszy po zimie zapach wiosennego deszczu. 
Tak się stało, że to dla nas również miesiąc świętowania. 
Urodziny dziewczyn były w tym roku szczególnie ważne. 
Takie nasze święto życia i każdej wspólnej chwili na przekór reszcie. 
Mimo, że choroba nie pozwoliła na zabawę w szerszym gronie, będziemy pamiętać ją niezwykle długo. 

A Frani i Anielce życzę tylko jednego, niech codzienny, szeroki uśmiech przysłania Wam szarość całego świata.





















*Torty widoczne na załączonych zdjęciach nie są prawdziwymi tortami, sponsoruje je gust kulinarny naszych Córek.


sobota, 2 maja 2015

Gdzieś po drugiej stronie tęczy.


Kiedy jeszcze niedawno myślałam, że zdrowie jest szczęścia złożoną, wiedziałam niewiele.
Powoli, nieśmiało przekonywałam siebie, że codzienny uśmiech do dziecka, a nawet głośne się śmianie nie jest w sytuacji choroby brakiem miłości, współczucia i dojrzałości.
Radość to nasza jedyna, słuszna droga. Droga do zdrowia.
.
Nie smuci mnie zmiana życiowych planów, priorytetów i brak białej, drewnianej podłogi, to, że już nigdy nie będzie przedszkolakiem i że wakacje spędzimy jedynie w szpitalu.
Kiedyś piękna, mądra mama powiedziała innej, zagubionej, że nie może martwić się tym, że dziecko krwi potrzebuje, musi cieszyć się, że ona jest, że znalazł się ktoś z wielkim sercem kto podzielił się swoją własną.
Więc uczę się bez przerwy, przede wszystkim widzieć to lekarskie oddanie co zdaje się nie mieć granic, bez rutyny pielęgniarstwo i ludzką, codzienną wrażliwość, ten brak komplikacji, każdą w domu spędzoną godzinę. A kiedy przychodzi tęsknota myślę sobie, że nigdy nie byłam tak świadoma macierzyństwa jak przez te parę chwil w miesiącu, gdy jesteśmy zupełnie razem.
Miewam czas zwątpienia i szlag mnie trafia bez przerwy, a bezsilność powoduje suszę ale czuję to szczęście niosące każdy kolejny, nowy dzień długi na który mamy ogromną ochotę.
I gdy znowu słyszę innej matki diagnozę, że u nas lekka choroba, bo zadowolenie z twarzy mojej nie ucieka to wierzcie, że słyszę właśnie najwyższy komplement.
Bo mimo, że Ona zmaga się z największym w życiu zadaniem, nie ma powodu do obaw, a przykład uśmiechu i prawo do cudownej, dziecięcej radości, kiedy idziemy przez ten korytarz razem wyłącznie dobrych rzeczy się chwytając.

Szczęście to jedno z tych niematerialnych, niepoliczalnych, pięknych słów- pojęć.
Szczęście to nie stan posiadania, to nie wyuczone poczucie.
 Szczęście to często pustka i jej postrzeganie małych rzeczy świata.
Szczęścia szukaj wyłącznie w sobie.









niedziela, 8 lutego 2015

To dopiero początek.

Zaledwie tydzień temu powstał tekst o moim nieograniczonym szczęściu posiadania zdrowych dzieci. 7 dni temu przelałam na klawiaturę wszystkie emocje, które kryłam w sobie jako obserwator chorych dzieci i ich rodziców. Czy tekst kiedyś ujrzy światło dzienne? Zapewnie nie.
Wystarczył jeden dzień, żeby świat się dla mnie zatrzymał, jeden telefon z lekarską prośbą o przyjazd i rozmowę w sprawie wyników morfologii Frani. 
Jechałam trasą, którą znam niemal na pamieć, nie wiem jak dotarłam, wiem, że wmawiałam sobie, że to jedynie anemia, że lekarz idiota mnie nastraszył, że to nie jest tak jak wygląda jednocześnie wpuszczając w nawał myśli słowo 'białaczka'.
Dotarłam, stałam pod gabinetem obijając się o ściany, w środku doktor badała chłopca. Wyszedł w końcu z zadowolonymi z siebie rodzicami, z sercem na ramieniu otworzyłam drzwi. 
Płakałyśmy obydwie, 
'to może być przewlekła choroba onkologiczna' znowu wypierałam myśl o białaczce. Tej samej, która i tak zagościła w skierowaniu do szpitala.
 Wykonałam kilka najgorszych w życiu telefonów i spakowałam nasze rzeczy, pożegnałam Anielkę i zabrałam moje zdrowe, uśmiechnięte dziecko na izbę przyjęć. 
Lekarz długo nie zwlekał, poprosił nas z marszu, pomijając płaczącego noworodka. Tu czerwona lampka, jest źle, to na pewno pomyłka, jeszcze jedno badanie krwi i okaże się że badania są w normie. 
Na decyzję nie trzeba było długo czekać. Warszawa. Litewska. Czekają już na was. Szpital dziecięcy z jak twierdzą najlepszą hematologią na Mazowszu. 
Nerwy, niepewność, strach, to wszystko dawało mi siłę do działania. Jechałam przed siebie. Nagle przestało się liczyć wszystko to czym człowiek zaprząta sobie codzienne myśli.
Na Litewskiej faktycznie czekali, zrobili własną morfologię, zaplanowali biopsję szpiku. 
Czekaliśmy. Czekaliśmy znosząc cierpienie dziecka, dziecka swojego i tych cudzych. 
Przybrałam postawę zwycięscy, On chwilowo się poddał. 
Czekaliśmy na wyniki badań bez przerwy. Bez przerwy czekaliśmy na coś co dla każdego z nas było oczywiste, na wyniki które mogły się jedynie potwierdzić.
Doktor prowadząca, P. Profesor i my, nagle niepewne staje się pewne. Ostra białaczka limfoblastyczna. Nie słyszę, że śmiertelna, nie słyszę, że to nowotwór, koduje najważniejsze informacje odnośnie leczenia, dobre statystyki i wracam do Córki. Do tej malutkiej, pokręconej główki pełnej energii, śmiewającej i powtarzającej jak bardzo nas kocha. Wracam nauczyć Jej siły do walki, którą wygrany. Wracam przygotować ją na dwa ciężkie lata po których już nic nami nie zachwieje. 


Nasza historia jest prawdziwa, chociaż wolałabym kłamać.
Każdy wpis o chorobie mojego dziecka jest dla mnie formą terapii ale i nadzieją, że docenisz własne, piękne życie. 
Ta historia dotyczy także Ciebie.

wtorek, 30 grudnia 2014

NY, NY

Przyszedł czas na podsumowanie i sama nie wiem od czego zacząć.
Przede wszystkim dziękuję za ten pierwszy, pełny rok z nami, za każde słowo i każdą minutę spędzoną tutaj, u nas. 
Dziękuję, że wracacie jako czytelnicy i patuhall'owi klienci.

Sama natomiast życzę tego co sobie, odwagi na każdy dzień nowego roku, niech mija szybko, intensywnie i po brzegi wypełniony uśmiechem i satysfakcjom.

Nie będę pisać o tym co się wydarzyło, bo bezustannie dzieje się ogrom.
Niech te filmy uchwycone na wycieczkach, wyjazdach i wakacjach będą najlepszym podsumowaniem.
 Ku pamięci.


poniedziałek, 8 grudnia 2014

zielona mila

Rzecz, która po przyjściu drugiego dziecka na świat spędza mi sen z powiek to masowa produkcja zużytych pieluch. Frania zaprzyjaźniona jest z pampersami już ponad 2 lata, natomiast Aniela od 6 miesięcy. Sytuacja ta powoduje u mnie niemałe, eko-wyrzuty sumienia.
Od kilku tygodni stosujemy u Anieli pieluchy wielorazowe Mila od Simed. Na pierwszy rzut oka to gadżet dla mamy estetki, który pięknie zdobi uroczego niemowlaka.
Natomiast oprócz  kwestii wizualnych wielorazówki mają również sporo innych.
Kiedy już porzucimy jednorazowe przyzwyczajenia i poradzimy sobie z zapinaniem pieluch w dzień i w nocy możemy jedynie spijać śmietankę.

Wielorazowe pieluchy, które goszczą w naszym domu to otulacze i pieluchy z kieszonką. 

Otulacz jest świetnym rozwiązaniem dla dzieci, które zmagają się z odparzeniami, ponieważ sprawia, że pupa dziecka ma sucho i oddycha. Możliwe jest również aby umieścić w nim wkłady chłonne, lub użyć jako zewnętrza warstwa do pieluszek tetrowych.
Pieluchy posiadające kieszonkę służą umieszczeniu w niej wkładu chłonnego. Warstwa mikropolarku oddziela pupę dziecka od wilgoci.





* Bez względu na to na jaki rodzaj pieluch wielorazowych się zdecydujemy z kieszonką, otulacz, czy wszystko w jednym, każda z nich jest regulowana z uwagi na wiek i wielkość dziecka. Sprawa jest ważna z racji inwestycji. Jeśli zdecydujemy się na kupienie 15, czy 20 sztuk przed przyjściem dziecka na świat możemy być pewni, że "urosną" razem z malcem.

* Pranie pieluch oraz wkładów to jeden z wyliczanych często, dodatkowych kosztów ich użycia. Osobiście uważam, że w domu w którym mieszka maluch pralkę włącza się niemal codziennie, a same wielorazówki schną szybko, nie widzę zatem zagrożenia wyższymi rachunkami za wodę, czy prąd.

* Przewijanie dziecka korzystającego z pieluch typu Mila musi odbywać się zdecydowanie częściej niż przy pampersach. Wkłady chłonne wypełniające wnętrze pieluchy nie zatrzymują w sobie tyle wilgoci ile standardowy pampers, dlatego należy pamiętać o częstszej zmianie wkładu czy pieluszki.
Wygodnym, nocnym rozwiązaniem jest umieszczenie w pieluszce 2 wkładów na raz.
Jako matka szyjąca uważam, że warto spróbować wykonać wkład własnoręcznie, z dostępnych na rynku materiałów takich jak bambusowe, czy z mikrofibry.

* Otulacz to świetny pomysł na odpieluchowanie dziecka. Skończył się czasy królowania pieluch tetrowych i pralki frani, świat jest znacznie wygodniejszy ale czy aby na pewno? Sprawa uporania się z pieluchami u malca nie jest dzisiaj taka prosta. Pampersy nie dają dziecku możliwości poczucia dyskomfortu, dlatego sprawa odpieluchowania często przesuwa się w czasie. Nie wiem jak pieluchy wielorazowe wpłyną na moment polubienia się z nocnikiem ale pomocne mogą być tu otulacze.
One same wykonane są z materiału typu PUL, nieprzemakalnego, natomiast przewiewny otulacz można wypełnić pieluchą tetrową. Unikniemy tym samym mokrych niespodzianek ale damy dziecku możliwość oswojenia się z sytuacją dyskomfortu.

* Ilość pieluch przy całodobowym użytkowaniu jest zapewne indywidualna dla każdego malca i mamy. Ważne żeby wziąć pod uwagę częstotliwość prania i fakt, że dziennie używa się ok. 5-6 pieluch, cena jednej z nich to ok. 23zł, wkładu ok. 10zł.

* Wygoda dziecka to rzecz najważniejsza dla każdego rodzica. Mimo, że wielorazówki są pieluchami większymi od tych jednorazowych, a sam wkład dość gruby nie zauważyłam, żadnego przejawu niewygody u córki. Gumki, które zbierają przy biodrach boczne części pieluszek, nie uciskają nóżek ani nie zostawiają śladów.

* Z dodatkowych elementów warto wyposażyć się w bibułki jednorazowe, które chronią przed bezpośrednim zabrudzeniem i tym samym ułatwiają sprawę prania. 
Woreczek na zużyte pieluszki eliminuje problem przechowywania i nieprzyjemnego zapachu. Można pomyśleć też o eterycznym olejku antybakteryjnym.



Ostateczne podsumowanie odnośnie pieluszek wielorazowych będę mogła zapewne stworzyć za rok, półtora kiedy przyjdzie czas pozbycia się pieluch.
Dzisiaj są mi one na pewno wygodnym, zdrowym i ekologicznym rozwiązaniem.

Więcej informacji o pieluszkach wielorazowych znajdziecie na: http://www.simed.pl/produkty/pieluszki-wielorazowe/

środa, 3 grudnia 2014

Skąd Ty to wszystko wiesz? Skąd Ty to wszystko znasz?

Sama jestem starszą siostrą.
Znam wszystkie plusy i minusy tej instytucji.
Dlatego właśnie ciężko mi się nadziwić frankowym postępkom. 
Zazdrości w Niej niewiele, a cierpliwości tyle, że mogłaby się dzielić ze znerwicowaną matką.
Gdy mija dzień cały z Anielką na ręce, Ona cierpliwie czeka na swoją kolej i na ten Mysi Domek do poduchy. Zegar wybija dwudziestą trzecią albo i czwartą, a ja na oczy ledwo patrząc czytam jak to Sam i Julia i ospa wietrzna i wycieczki po domu i kryjówka pod schodami. 
Franka resztkami sił powstrzymuje sen, za nic w świecie nie uśnie dopóki nie padnie: "reszta jutro. teraz idziemy spać.". Wzdycha potem jakby z ulgą i loki kładzie na ulubioną poduszkę. 
A kiedy czytam Oto jest Paryż i produkuję pouczenia o Francji stolicy i rzece Sekwanie, słyszę, że ona, ta rzeka co płynie przez Paryż, ONA DO MORZA WPADA... 
 wzruszyć tak mocno, nikt mnie dzisiaj nie potrafi.





czapki, kominy, bezrękawniki- Patuhall